Stany Zjednoczone zdecydowały się na obniżkę stawek celnych dla towarów pochodzących z Tajwanu. Stopa ta została zredukowana z 20% do 15%. W odpowiedzi na tę decyzję, Tajwan zobowiązał się do inwestowania setek miliardów dolarów w rozwój swojej krajowej produkcji półprzewodników.
Umowa obejmuje również zwolnienia z ceł dla tajwańskich firm specjalizujących się w produkcji półprzewodników, które planują inwestycje na terenie Stanów Zjednoczonych. Sekretarz handlu USA, Howard Lutnick, wyraził przekonanie, że porozumienie to przyczyni się do osiągnięcia przez USA „samowystarczalności”.
Obniżenie stawek celnych, które teraz są na równi ze stawkami pobieranymi przez USA od towarów z Japonii, Korei Południowej i Unii Europejskiej, nastąpiło w kluczowym momencie. Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych rozpatruje bowiem wniosek o uchylenie tych ceł. Przypomnijmy, że administracja Trumpa wcześniej groziła wprowadzeniem odrębnych ceł na przemysł półprzewodnikowy.
Moim zdaniem, choć na pierwszy rzut oka decyzja o obniżeniu ceł wydaje się korzystna dla obu stron, nie można zapominać o tym, że jest to również manewr polityczny. Z jednej strony USA zyskują poprzez przyciąganie inwestycji, z drugiej zaś strony, Tajwan poprzez inwestycje zyskuje stabilność i bezpieczeństwo. Jednakże, czy rzeczywiście obie strony na tym zyskują? Czy nie jest to tylko chwilowe rozwiązanie, które nie przyniesie długotrwałych korzyści? Czy nie jest to próba przyciągnięcia inwestycji kosztem innych sektorów? Te pytania pozostają bez odpowiedzi, a jedynie czas pokaże, jakie będą długoterminowe skutki tej decyzji.
Źródło: bbc.com
